Krzysztof JARY Jaryczewski założył z Jarkiem Szlagowskim ODDZIAŁ ZAMKNIĘTY. Dołączył do nich Wojtek Łuczaj-Pogorzelski i Paweł Mścisławski. Jaryczewski nagrał z zespołem dwie najważniejsze płyty „Oddział Zamknięty” i „Reda Nocą”. Był charyzmatycznym wokalistą, autorem większości muzyki i praktycznie wszystkich tekstów.

„Party”, „Obudź się”, „Ich marzenia”, „Ten wasz świat”, „Odmienić los”, „Andzia” („Gandzia”), „Pech”, „Pokusy”, „Debiut” to piosenki, które na stałe wpisały się do historii polskiego Rocka.

Życie na ciągłym „wspomaganiu” (alkohol i narkotyki to była codzienność) nie mogło zbyt długo potrwać. Nieleczona infekcja gardła i ogromna ilość koncertów dopełniły dzieła. W 1985r Krzysztof JARY Jaryczewski dostał nieodwracalnego paraliżu strun głosowych. Będąc jednym z najbardziej popularnych wokalistów w kraju, z dnia na dzień stał się człowiekiem, który ma poważne problemy z mówieniem.

Jak można było przewidzieć, jedyną dla niego ucieczką od fatalnej sytuacji stały się używki, z którymi nie rozstawał się przez kilka kolejnych lat. Dalsza praca z kolegami z zespołu straciła sens. Oddział Zamknięty pod przewodnictwem drugiego z „filarów” kapeli Wojtka Łuczaja-Pogorzelskiego zaczął drogę poszukiwania nowego wokalisty.

Udział Krzysztofa Jaryczewskiego w pracy zespołu stawał się coraz mniejszy. Zespół z resztą po kilku próbach z różnymi wokalistami w końcu zawiesił działalność.

W latach 90-tych Wojtek Pogorzelski i Jarek Wajk przywrócili zespół do życia. Od tego czas po kilku zmianach składu ODDZIAŁ ZAMKNIĘTY gra do dziś.

Pod koniec lat dziewięćdziesiątych skreślony już przez wielu (także przyjaciół) i stojący praktycznie nad przepaścią Krzysiek Jaryczewski dostał od losu ostatnią szansę.Wykorzystał ją. Odstawił narkotyki i alkohol. Kilka operacji gardła, rekonwalescencja pozwoliły na nowo udzielać się wokalnie. Czując na swoich barkach pewien obowiązek zajął się profilaktyką uzależnień.

JARY OZ to powrót do najlepszego okresu ODDZIAŁU ZAMKNIĘTEGO oraz nowe kompozycje Jarego. Wspomagają go w tym dwaj bardzo ważni członkowie „starego” ODDZIAŁU. Krzysztof Zawadka przez lata gitarzysta ODDZIAŁU. Nagrał z zespołem cztery płyty. Zbyszek Bieniak w latach 80-tych przez trzy lata był wokalistą ODDZIAŁU ZAMKNIĘTEGO. Oprócz nich Jary do zespołu zwerbował współpracującego z nim od lat w formacji JARY BAND basistę Andrzeja „Pierwiastka” Potęgę i perkusistę Michała Biernackiego.

Krzysztof Jaryczewski o książce ZEROSTAN

Do Waszych rąk trafia książka, która pozwoli Wam lepiej zrozumieć niebezpieczeństwa
i konsekwencje nałogów czyhające na każdym kroku, z którymi ja kiedyś przegrałem
jako młody człowiek. Miałem jednak szczęście, że trafiłem na wspaniałych i mądrych
ludzi, którzy swoją wiedzą i miłością pomogli mi dźwignąć się z dna i wybrać życie.

Alkoholizm i inne uzależnienia to choroby śmiertelne, przewlekłe, progresywne
i nieuleczalne. Tytułowy Zerostan to stan, kiedy wszystko trzeba zacząć od nowa
i oby Wasze dzieci nie musiały kiedyś tego przeżywać i stawać przed podstawowym
wyborem: żyć czy umrzeć. Zerostan może być również stanem, w którym jest zero
alkoholu, narkotyków, dopalaczy itp.

W dzisiejszych czasach nasze dzieci są narażone na nowoczesne zagrożenia,
które mogą je bardzo łatwo uzależnić. Internet, gry wideo, smartfony, tablety, portale
społecznościowe itd. To nowe pułapki i trzeba wiedzieć, jak z tym żyć. W ramach
projektu dzieci odwiedziły stworzoną przez nas krainę Zerostanu, gdzie poznały
część niebezpieczeństw, które mogą je sprowadzić na drogę przestępstwa i zniszczyć
im zdrowie i życie. Zachęcam do odwiedzenia strony internetowej projektu, gdzie wraz
z przyjaciółmi przestrzegamy przed uzależnieniami i gdzie znajdziecie informacje
jak je rozpoznawać, jak z nimi walczyć i gdzie szukać pomocy.

Od momentu kiedy książka Haliny trafiła na półki księgarni sporo się wydarzyło w moim życiu… Rozwód, śmierć bliskich, przeprowadzki, nowa żona, nowa wątroba i nowy rozdział w Oddziale…
Najważniejsze w moim życiu… moje dzieci i muzyka mają się dobrze: córka Maja pisze maturę w Sopocie w tym roku
i idzie do konserwatorium muzycznego, a Marek trafił do Falubazu i realizuje się jako piłkarz, chodząc do gimnazjum sportowego w Zielonej Górze. W muzyce cały czas progres… trzy płyty i jestem w trakcie nagrywania czwartej jako Jary Oddział Zamknięty. Mam nadzieję, że wkrótce wyjaśni się sprawa w sądzie dotycząca praw do nazwy Oddział Zamknięty
i praw autorskich (kompozytorskich) do największych przebojów Oddziału Zamkniętego z okresu pierwszych dwóch płyt. To ostatnia niezałatwiona sprawa z przeszłości.

Mieszkam teraz w Sopocie z Hanią i Mają, ale jako obywatel świata wiem, że to nie ostatnie miejsce na mapie moich domów… Kanada czeka!!! Nadal nie piję alkoholu i nie używam innych narkotyków. To jest mój największy sukces.

Krzysztof Jaryczewski

Zbigniew Hołdys o książce Zerostan

Byłem jednym z pierwszych czytelników tej książki, napisanej z dziennikarskim nerwem, wciągającej jak diabli. To opowieść o słynnym „Jarym” – Krzysztofie Jaryczewskim – w latach osiemdziesiątych frontmanie kultowego „Oddziału Zamkniętego”.
O człowieku, który stoczył się na samo dno, i o jego zmartwychwstawaniu.

Pamiętam koncert „OZ” w Hali Gwardii. Na scenie trwało misterium. Że był pijany wiedziałem od razu, takie rzeczy się wie,
jak się jest fachowcem. Władzę miał absolutną, robił z widownią, co chciał. Przez sekundę pomyślałem nawet, że to już chyba koniec mitu mojego „Perfectu”, dotąd jedynego wielkiego zespołu w tym kraju. Bo oto na tej scenie dzieje się coś
tak rytualnego, tak pierwotnego i czystego, że widownia musi to pokochać jeszcze bardziej.

Inne wspomnienie. Kilka lat później jestem w domu Jarego. Żona wychodzi do sklepu. Mieszkanie przypomina norę, on skulony, w barłogu z plątaniny koców i materaca, ręce mu drżą jak przy Parkinsonie. Sięga za kaloryfer i wyciąga pustą flaszkę, wysysa kilka ostatnich kropel. Rusza dalej, z radia zdejmuje tylną ściankę i wyłuskuje stamtąd malutką piersiówkę. Ja trzymam w ręce kilka tysięcy złotych, przeznaczonych na operację jego strun głosowych. W myślach toczę bój, czy dać mu choćby złotówkę. Bo wiem, że zaraz ją przepije. Zawożę go jednak na dworzec – w Łodzi czeka lekarz. „Boję się” mówi.
W końcu wsiada do pociągu. Dowiaduję się potem: na następnej stacji wysiada i rusza w tango. Ja mówię znajomym:
on umrze, niebawem umrze. Zobaczyłem go kilkanaście lat później. Nie wierzyłem, że żyje. Ale kiedy powiedział: „Popatrz,
ta trawa jest zielona i liście na drzewach też. I ja widzę te rzeczy!” , rzuciliśmy się sobie w objęcia.

Zbigniew Hołdys